Wprowadzenie do metody

Czy to wina nauczycieli, że moje dziecko – mimo że ma angielski w szkole i chodzi na dodatkowe konwersacje prywatnie – nie potrafi poprosić o sok czy widelec, nie umie podziękować czy zapytać o nic po angielsku?

Czy ja – mimo że i tak płacę za lekcje języka – powinnam / powinienem znaleźć czas i ćwiczyć z dzieckiem systematycznie, powtarzać słówka i reguły gramatyczne kilka razy w tygodniu?

A może pójść na całość i po prostu zacząć mówić w domu tylko po angielsku?

Odpowiedź brzmi: NIE, na wszystkie trzy pytania.

A dlaczego?

1. Bo szkoła to nie drugi dom!

Wbrew hasłu, które większość z nas pamięta z własnej szkolnej przeszłości, szkoła to nie drugi dom!

2. Bo nie jestem nauczycielem mojego dziecka!

A dlaczego nie powinienem próbować zastępować nauczyciela i ćwiczyć angielski w domu? To proste: bo nie jestem nauczycielem mojego dziecka.

3. Bo nie mogę i tak cały czas mówić po angielsku!

A dlaczego nie cały czas po angielsku? Bo to kolejna sztuczność i udziwnienie, którego dziecku nie sposób zaakceptować, a nam i tak nie da się konsekwentnie przeprowadzić.

Gdzie zatem szukać skutecznego rozwiązania? Jak sprawić, by dziecko samo chciało mówić do nas po angielsku i by nie wymagało to z naszej strony dużego wysiłku, uporu i czasu?

Odpowiedzią może być najbardziej naturalny system motywacyjny: „Mówisz i Masz”.

 

Czy naprawdę można uczyć (się) języka obcego przy okazji, wymiennie z językiem polskim, bez zakłócania normalnego rytmu dnia, prawie niezauważalnie, tak by ta nasza edukacja domowa odbywała się niejako przy okazji…?!

Naszym zdaniem jak najbardziej. Na tym właśnie polega idea projektu „Angielski dla rodziców”.

deDOMO – Mówisz i Masz!

Jak mawiał stary indiański wódz w Przystanku Alaska: „jeśli chcesz złowić rybę, myśl tak jak ryba!”

Pomyślmy więc jak dziecko i zapytajmy: dlaczego właściwie się do nas odzywa w języku polskim?

Otóż najczęsciej po to, by zapytać o pozwolenie lub o coś poprosić, przy czym częściej niż rzadziej jest to coś, czego dać lub na co pozwolić niekoniecznie mam ochotę – oglądanie kolejnej dziś kreskówki, kolejne pół godziny gry na konsoli, rundka buszowania w internecie, kupno dwudziestej gazetki czy paczki chipsów, itd. itd… Jak to wszystko wpiąć w metodę deDOMO?

Odpowiedź znów jest zaskakująco prosta: nie ma potrzeby silić się na żadne skomplikowane systemy motywacyjne, wystarczy bowiem najprostszy – jeśli dziecko chce zwiększyć sobie szansę, że mnie nakłoni do tego, na czym jemu lub jej akurat najbardziej zależy, niech o to poprosi po angielsku!

W ten sposób dziecko zyskuje klarowny powód, by podejmować próby mówienia w języku obcym przy każdej domowej okazji, a angielski zyskuje pozytywne wzmocnienie jako instrument do osiągnięcia przyjemności: mówisz [po angielsku] i masz!

Przy czym mówimy o zwiększeniu szansy, a nie o żadnej stuprocentowej pewności, że uda się mnie nakłonić do tego czy owego – bo ostatecznie nawet jeśli dziecko wyrecytuje z najlepszym akcentem po raz trzeci tego samego dnia, że chce kolejnych 60 minut przed ekranem, zawsze mam możliwość się nie zgodzić (w końcu jestem odpowiedzialnym rodzicem).

Tu ważna uwaga: jeśli zamierzam się zgodzić, mogę to oznajmić po angielsku, a jeśli muszę odmówić, robię to po polsku – w ten sposób wzmacniam angielski pozytywnie po raz kolejny.

Warto podkreślić, że działa tu fundamentalna zasada naszej metody: mówienie po angielsku nie jest celem samym w sobie, lecz jak odbywa się poniekąd przy okazji, o tyle przynajmniej, że dziecko przestaje myśleć o tym, że wydaje z siebie dziwne dźwięki, bo skupia się na nagrodzie, którą już za chwilkę otrzyma!

I ta spodziewana nagroda daje bodziec motywacyjny, o który chodziło staremu Indianinowi.